Przejdź do głównej zawartości

Ten drugi, o tym jak to się zaczęło.

Kojarzycie ten moment, kiedy jesteście ze swoimi chłopakiem ładnych klika lat i wszyscy w koło oczekują, że najwyższa pora się zdeklarować? Jeśli nie, to zazdroszczę. Naprawdę.

Ja pamiętam te wszystkie paplaniny. No , ale jak to jeszcze się nie oświadczył? Na co on czeka? Może Cię nie kocha? Życie Ci zmarnuje. Na pewno ma inną. To jeszcze dziecko. Weź mu postaw ultimatum. Niech się w końcu określi. Bla bla bla.

Boże , jacy wszyscy są mądrzy w nie swoim życiu!

A jaka ja byłam głupia, że tego słuchałam.

Jakoś nikt, podkreślam NIKT , nie zapytał się mnie czy jestem z nim szczęśliwa i czy ja chcę z nim iść przez resztę życia.

Legenda moich babć mówi, że jak się kocha to powinno się brać ślub jak najszybciej, BO potem to już nie jest miłość, tylko przywiązanie. Kuwa serio? Wierzycie im? Ja już nie.

Mój obecny mąż oświadczył mi się po 7 latach. Czaicie to? Siedem, z czego pięć słuchałam tego głupiego gadania.  I zamiast cieszyć się z każdego dnia razem i skupić się na poznawaniu siebie i budowaniu silnego związku , który będzie oparty na zaufaniu, człowiek zaczyna się zastanawiać. To najgorsze co może być. Dlaczego? Ano dlatego, że kobieta lubi drążyć i analizować.

Rusza machina pytań w twojej głowie i rozmyślasz nad wszystkimi sytuacjami. Tak, nawet nie jesteś tego do końca świadoma, ale ktoś z najbliższej rodziny zasiał ziarnko nieufności.
Faktem jest , że go kochasz i jesteście już długo ze sobą, oczywiście według rodziny. Przecież już znacie się na tyle, że powinien myśleć o wspólnej przyszłości. Skoro tego nie robi,a nawet nie chce rozmawiać na ten temat , to może znaczyć tylko jedno. Ze mną jest coś nie tak.

Otóż dziewczyny: NIE.

Po 10 latach związku cieszę się , że tyle czasu zwlekał. Dzięki temu poznaliśmy się na wylot.
(Poprawka, tak mi się wydawało dopóki nie pojawiło się dziecko, ale o tym innym razem.)

On czytał ze mnie każdą emocję jak z otwartej książki, czasami nawet miałam wrażenie, że robił to lepiej niż ja sama.  Wiecie co nam pomogło i przystopowało moją potrzebę szybkiej finalizacji związku? Przeprowadzka do innego miasta.

Byliśmy wtedy sami. Skupieni na sobie. Początki były trudne . Kłóciliśmy się o wszystko. Szczerze mówiąc teraz wspominam to miło i cieszę się, że wyszło tak a nie inaczej. Przerobiliśmy każdy możliwy temat i nic nie było już nas w stanie zaskoczyć. A im dłużej byliśmy ze sobą tym więcej ludzi to zauważało. Z resztą do tej pory jak ktoś pyta jak to zrobiliśmy to odpowiedź jest jednogłośna: wykłóciliśmy się już o wszystko,co było możliwe.

Po 5 latach związku byłam gotowa na ślub. Wiedziałam, że to mój przyszły mąż.
Był i jest moim najlepszym przyjacielem. I co zrobiłam? Zaczęłam truć przy każdej możliwej okazji, że mógłby się oświadczyć i określić. Brawo ja.
Później dowiedziałam się od męża, że to tylko opóźniło zaręczyny, bo on był tym zmęczony,a poza tym pozbawiłam go elementu zaskoczenia.

Gdybym mogła cofnąć się w czasie to co bym zrobiła? Powiedziałabym sobie : usiądź spokojnie na dupie i siedź!Poczytaj książkę i zrób herbatę albo kakao. Mówi, że kocha to tak jest. Daj mu się wykazać.Nie słuchaj złotych rad i przede wszystkim skup się na tym co czujesz TY.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ten pierwszy o mnie.

Muszę, bo się uduszę. Dziwnie brzmi? Nie dla mnie. Piszę dla siebie. To rodzaj terapii. Z jakiej racji tak,a nie inaczej? Zostałam sama, ze wszystkim na głowie i muszę się gdzieś wygadać , bo łeb mi już pęka od przemyśleń. Niestety to co myślę nie może,a raczej nie powinno być głośno powiedziane. Dlaczego? Proste, to TABU. Zostałam mamą. Brzmi cudownie , prawda?  Cóż, gdybym wiedziała to wszystko co teraz, to nie wiem czy drugi raz zdecydowałabym się na macierzyństwo. Jeśli ktoś to przeczyta na pewno pomyśli, że zwariowałam. I wcale się nie dziwie. Kiedyś też bym tak pomyślała. Pamiętam jak w tamtym roku oglądałam Dzień Dobry TVN , gdzie poruszony został temat kobiet, które nie odnajdują się w macierzyństwie. Jako niedoświadczona przyszła matka pomyślałam, że powinny iść do psychologa. Jak to możliwe, że nie chcą być mami swoich dzieci? Cóż to za egoistki! Przecież mają instynkt macierzyński! Chyba nie kochają swoich dzieci!  Dzisiaj z perspektywy czasu, jest mi wsty...

Ten trzeci o kolejnym etapie

Miało być o kolejnym etapie, ale nie umiem się skupić. Ktoś mógłby zapytać dlaczego? Otóż jestem wkurwiona. Tak, wiem brzydkie słowo i damie nie przystoi. To jak to jest, że każdemu facetowi wolno, a nam nie? Przecież jesteśmy równi, przynajmniej w teorii ... Dzisiaj mam kolejne apogeum. Czego? Wszystkiego. Zbierało się kilka dni. Właśnie o tą zasraną niesprawiedliwość mi chodzi. Jestem kobietą i jak większość odczuwałam instynkt macierzyński i myślałam  że dziecko to taka cudowna sprawa, że to kropka nad "i" naszego związku, i tak dalej, i tak dalej. O zgrozo jak bardzo się myliłam. Muszę jeszcze dodać, że decyzja o dziecku była obustronna. Tylko nie spodziewaliśmy, że uda się po pierwszej próbie. Najpierw był szok, potem oswojenie, nawet na chwilę radość, przerażenie i tysiąc innych emocji. Pocieszałam się , że przecież nie my pierwsi i nie ostatni,  a mój mąż będzie takim cudownym ojcem i partnerem. Będziemy mieć tęczę, dom z białym płotkiem, a moje dziecko będzie s...